Wyobraźmy sobie sytuację, w której współcześnie uzbrojone i wyszkolone jednostki wojskowe zrządzeniem losu przenoszą się w realia II Wojny Światowej. Takie odważne założenie do fabuły, poczynił Marcin Ciszewski w swojej najnowszej książce “www.1944.waw.pl”. Pozycja ta jest kontynuacją wydanej wcześniej powieści “www.1939.com.pl”, w której zaczyna się przedziwna historia żołnierzy Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego rodem z 2007 roku.
Pomysł na przenosiny w czasie jest obecny zarówno w literaturze, jak i filmie od dość dawna. Najczęściej jednak mamy do czynienia z lekkimi opowiastkami, które bardziej wzbudzają uśmiech na twarzy niż zadumę nad istotą czasu, czy historii. Każdy z nas oglądał zapewne trylogię Roberta Zemeckisa: “Powrót do przyszłości”. Wielu z nas czytało książkę Marka Twaina: “Jankes na dworze króla Artura”. To, co odróżnia prozę Ciszewskiego od znanych nam utwórów literackich i filmów dotyczących podróżowania w czasie, to z jednej strony doskonała znajomość realiów, w które zostają wrzuceni bohaterowie (autor jest z wykształcenia historykiem i fascynuje się II Wojną Światową), a z drugiej duża wiedza na temat sposobów szkolenia i uzbrojenia współczesnych polskich jednostek. To wszystko daje nam materiał na książkowy przebój.
Na blisko 330 stronach “www.1944.waw.pl” odnajdziemy wartką akcję ze świetnym opisem walki zbrojnej. Przeczytamy o emocjach, ludzi, których kontekst nie tylko czasowy, ale i mentalny jest zgoła odmienny od tego, który zastają w 1944 roku. Język bohaterów i liczne zapożyczenia jednego z nich ze znanych scen filmowych, pokaże nam, jak trudne stają się realia naszego życia, gdy zniknie to, co uznawaliśmy do tej pory za teraźniejszość. Pomimo swego – mogę chyba tak powiedzieć – sensacyjnego wymiaru, książka Ciszewskiego wywoła w nas namysł nad tym, co by się stało gdyby rzeczywiście można było zapanować nad czasem i odwrócić bieg własnych losów, jak i całej historii. I choć płynący z lektury wniosek, że zmiany w dziejach w skali mikro niekoniecznie będą miały przełożenie na skalę makro, globalnej historii to i tak autor kusi by rozważania nad samymi możliwościami “majstrowania” przy czasie nie opuściły nas po przeczytaniu ostatniej strony powieści.
We mnie osobiście zrodziła się potrzeba przeczytania o dalszych losach bohaterów. Tym bardziej, że autor nie zamknął kulminacją fabuły dróg do jej kontynuowania.
Wszystkim, których ta opinia zachęci zapraszam do przeczytania “www.1944.waw.pl”. Jeszcze bardziej zainteresowanych zapraszam na stronę poświęconą książce o adresie będącym jej tytułem – link.
W maju tego roku minie 55 rocznica śmierci Roberta Capy, jednego z największych w historii fotoreporterów wojennych. Andre Friedman, bo tak nazywał się Capa zginął tragicznie we francuskich Indochinach w roku 1954. To on ukuł powiedzenie: “jeśli Twoje zdjęcie nie jest dobre, najwyraźniej nie podszedłeś wystarczająco blisko”. Właśnie tą dewizą kierował się przez całe swoje zawodowe życie.
Długo nie mogłem otrząsnąć się po obejrzeniu fimu dokumentalnego “War Photographer”. Traktuje on o Jamesie Nachtwey’u – amerykańskim fotografie wojennym, który dokumentował między innymi konflikty zbrojne na Bliskim Wschodzie, Czeczenii czy Ameryce Południowej. Film ukazuje z jednej strony dylemat moralny, z drugiej potrzebę Nachtwey’a by być świadkiem i wyrazicielem tych, którzy w tragicznej sytuacji nie mogą mówić we własnym imieniu. Dylemat natury moralnej polega na zarabianiu pieniędzy za fotografowanie okrucieństw wojny, głodu i cierpienia. Zdjęcia Nachtwey’a w doskonały sposób oddają emocje, które dokumentują. Sam fotograf pytany, jak radzi sobie z nimi mówi, że stara się kanalizować je właśnie w kadrze, który wykonuje.
