Europejskie? Miasto kultury!

By gdak

Kilka dni temu napisałem o prowincjonalnym charakterze Lublina, który momentami wydaje mi się być bez polotu, zwłaszcza w zestawieniu z metropoliami pokroju Krakowa. Wczoraj miałem okazję uczestniczyć fragmentarycznie w imprezie, która zadaje kłam takiemu spojrzeniu. Festiwal Inne Brzmienia, bo o nim mowa dobrze pokazał, że przy odrobinie dobrej woli i wsparciu włodarzy miasta można zorganizować kulturalne święto na krajowym, a nawet międzynarodowym poziomie. Obserwuję bacznie to, co dzieje się w Lublinie i zaczynam szczerze wierzyć, że pretendowanie do miana Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku nie musi być marzeniem zakompleksionych prowincjuszy i czczą gadaniną. Przykład ostatnich miesięcy pokazuje, że przy wytężonej pracy Lublinian “2016″ może stać się faktem. Weźmy chociaż Festiwal Teatrów Europy Środkowej „Sąsiedzi”, który miał miejsce w czerwcu, czy Noc Kultury. Obie imprezy były swoistym wyjściem sztuki z salonów, teatrów, galerii na ulicę. Co więcej to wyjście nie zbrukało sztuki, nie sprowadziło jej do rynsztoka, ale dało jej większy, mniej snobistyczny krąg odbiorców. Nie przeceniam tychże ostatnich. Być może będą niedzielnymi koneserami. Jedno jest jednak pewne: zetknęli się na ulicy, którą codziennie przechodzą z czymś, co wykracza poza jej materialne ramy i powoduje głębszy namysł nad rzeczywistością. I choćby ten namysł był ulotną chwilą, sukcesem jest obopólna współpraca artystów, którzy nie pogardzili tłumem, w myśl maksymy: odi profanum vulgus i odbiorcami, którzy być może na te 5 minut nie patrzyli na artystów, jak na obłąkanych ekscentryków. Entuzjazm emanuje z tego wpisu i nie mam zamiaru nawet szukać przewrotnej puenty. Życzę dobrej nocy, tudzież dobrego dnia.

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 7 do “Europejskie? Miasto kultury!”

  1. Artur Grakaj mówi:

    Rad byłbym widzieć to miasto takim za lat parę. Myślę, że możliwości ma ono ogromne i pełno niewyklutych jeszcze talentów. Chciałbym zawsze widzieć to miasto takim jakie było w maju, czerwcu, a nawet teraz. Zastrzyk finansowy od UE pozwoliłby mu to osiągnąć. Nadzieję mam tylko, jeśli nawet to się stanie, że śladem innych osiągnięć” władze Lublina nie pójdą i ich działania będą na tyle wyraźne by nie musieli się nikomu tłumaczyć z tego na co przeznaczyli “wygrane” pieniądze…

  2. sporyszek mówi:

    Witam serdecznie,

    Czytałem oba posty Rafała: zarówno powyższy, jak i ten opisujący wypprawę do Krakowa. Kilka dni zastanawiałem się do którego postu dołączyć swój komentarz, bo dotyczy on obu poruszanych spraw. Postanowiłem zamieścić swoje zdanie tutaj bo liczę że rozwójLublina nie pójdzie w tym kierunku co Kulturalnej Stolicy Polski.

    Oglądając lubelskie zdjęcia Rafała, a także śledząc jak “perła Wschodu” rozwija się, jestem pełen zachwytu na drogą obraną przez to miasto. “Festiwal Teatrów”, “Inne Brzmienia ” (zwane także Waglewski i Przyjaciele ;-) ) pozwalają na wykorzystywanie niewątpliwego atutu jakim jest położenie przy granicy nie tylko Polski, ale także UE. Lublin staje się ambasadorem wymany prądow kulturowych płynących ze Wschodu i Zachodu. Poza tym pomagają tej syntezie energii prężnie działające Uczenie wyższe KUL i UMCS, które dostarczają odbiorców kultury otwartych na nie zawsze łatwy przekaz płynący od artystów.
    Mam tylko nadzieję, że Lublin zachowa swoją autonominość i alternatywność. Kierunek rozwoju jest dobry, ale z tej niełatwej przecież drogi zawsze łatwo zboczyć.

    Tutaj odniosę się do Krakowa, który mając o wiele większy potencjał poszedł w stronę łatwej i przyjemnej komercji. Mnie, miołośnika Krakowa to boli i męczy.
    Kraków stał się kosmopolityczną odmianą Cepelii stworzoną dla turystów z zasobnymi portfelami. Dla mnie Kraków wygląda obecnie jak tania makieta, gdzie tętni sztuczna (bo turystyczna) tkanka życia. Tłumy na rynku, tłumy na Kazimierzu (bo modny). Ceny też niestety nie dla Krakusów. Mnie osobiście trudno przejść przez Rynek nie mając poczucia swoistego dysonansu poznawczego, że na co jak na co ale na piwo za 10 zł to pozwolić sobie nie mogę.
    Nie chcę nasrzekać tutaj na Kraków jako mieszkaniec tego miasta, a raczej na to, że Gród Kraka odwracając się do turystów, odwaraca się od mieszkańców, którzy czują że Rynek i okolice nie są już ich, ale turystów.

    Chciałem jeszcze kilka słów właśnie o kulturze. Mimo gigantycznych możliwości, Kraków postawił na komercyjne “europejskie oblicze”. W tym roku słuchaliśmy już Celiny Dion, mogliśmy pobawić się na Wiankach, które stały się typowym koncertem gwiazd POP, które to i tak grają ten sam repertuar i w Opolu, i w Sopocie a także w kurortach nadmorskic. Przy taklim porównaniu Lublin wygrywa walkowerem, bo każdą z gwiazd występujących w Krakowie można zobaczyć na scenach polskich luub europejskich.
    Gdy widzimy relację z konertu odbywającego się na Błoniach dużo czsu zabiera nam by dojść do tego z jakiego miejsca jest transmitowany koncert.
    Tak więc życzę Lublinowi, by wykorzystał szansę i stał się miastem łączącym “oba płuca Europy”, a jednocześnie by turyści je odwiedzający byli wchłaniani przez magię miasta, a nie miasto zawłaszczone przez turystów.

  3. Rafał Gdak mówi:

    Łukaszu,

    w zeszłym miesiącu piłem w Krakowie piwo za 6,5 zł i nie była to knajpa w Mistrzejowicach czy na Bronowicach, lecz na ulicy Karmelickiej ;)
    Piszesz o prężnie działających lubelskich uczelniach – sprawdź proszę, które miejsce zajmują w różnych rankingach ;) Syndrom cepelii, o którym piszesz jest domeną również wielkich miast europejskich. Alternatywna sztuka nie jest dla wszystkich i nigdy nie będzie, dlatego te wielkie miasta idą w kierunkach, o których piszesz. Oczywiście zgadzam się, że w Lublinie dzieje się wiele. Już 14.08 zacznie się Jarmark Jagielloński – kolejna impreza, która ma integrować Wschód z Zachodem (www.jarmarkjagiellonski.pl). Zgadzam się też, że kierunkek rozwoju Lublina jest właściwy. Tyle, że dopatrywałbym się w powyższej krytyce Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa innego syndromu, który można oddać w starym powiedzeniu: wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Gdybyś mógł popatrzeć w jednym momencie na Lublin i Kraków zobaczyłbyś lubelskie puste ulice versus tętniącymi życiem ulicami Krakowa. Nie może być tak, że miasto żyje od imprezy do imprezy, a tak trochę teraz wygląda Lublin, bo przychodzi czas, gdy sezon się kończy i bywa, że mamy pustkę. Nie zrozum mnie źle: mocno kibicuję Lublinowi, ba odkąd miastem przestał rządzić polityk PiSu zacząłem dostrzegać w nim potencjał i dynamiczne zmiany, ale to ciągle mało zwłaszcza w kontekście, że na te imprezy de facto nie ma jak z innych miast dojechać, bo drogi żenujące, PKP w agonii, autostrad nie będzie. Smak Krakowa nadal jest dla mnie słodki i widząc japońskiego fotografa z hasellbladem w dłoni mogę tylko wzdychać, nad tym że u nas turystów z Azji ciągle, jak na lekarstwo.

  4. sporyszek mówi:

    Rafale.

    Piszesz o piwie na Karmelickiej za 6,50. Gratuluję “znaleziska”. Ja raczę się obecnie troszkę innymi trunkami, ale faktycznie: pod uwagę brałem okolice Rynku. Myślę jednak, że poza piwem na Karmelickiej i kebabami oraz Mc Donald’sem Rynek kulinarnie mało ma nie-turystom do zaoferowania. Ja osobiście przy Rynku obiad kjadłem raz w życiu. Teraz nie szuklałbym knajpki by zjeść rodzinny obiad bo podskurnie wyczxuwam, że to raczej miejsce nie dla mnie.

    Małe sprostowanie co do Uczelni. Pisząc o prężnym działaniu nie miałem na myśli rankingów, ani osiągnięć międzynarodowych (tutaj poza Uw i UJ trudno coś znaleźć, chociaż nawet ww. są gdzieś w trzeciej setce jak nie gorzej). Miasłem na myśli tzw. żywą tkankę społeczną w postaci studentów, którzy często przyjeżdżają na studia i mieszkając w Lublinie mają szansę poznać coś nowego Część zostaje, ale większość wraca do swoich rodzinnych domów. Właśnie Ci ludzie są potencjalnym nośnikiem tego czym staje się Lublin i jakim tyglem kulturowym jest od wieków.
    Cytując Ciebie “Syndrom cepelii (…) jest domeną również wielkich miast europejskich” dokładnie się z tym zgadzam, ale ja nie chcę Krakowa, który będzie trzecim Paryżem, czy czwartą Pragą. Tak samo nie chcę by Lublin stał się drugim Krakowem. Bo to są tylko powielające się kopie.

    Nie mogę polemizować z przysłowiem “wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”, ale ja mieszkaniec Krakowa, lecz identyfikujący się z Zagłębiem Dąbrowskim i czujący się “solą tamtej ziemi” znam widoki pustych ulic które wyludniają się z chwilą zamknięcia sklepów. Nie jest mi obce, że główna ulica handlowa Sosnowca jest pusta w niedzielę, a osoby mogące ją ożywić spędzają czas w CH.
    Wieczorne puste ulice, to problem akurat bardziej złożony, ale składający się z wielu elementów podzielonych na dwie grupy: problemy nocnej komunikacji publicznej (tutaj Kraków może być wzorem) oraz brak animatorów kultury (tu przykładem może być Sosnowiec: miasto trzech zaborów i trzech narodów, przepiękna Cerkiew Prawosławna, Trójkąt Trzech Cesarzy – i nic z tego niewykorzystane). Nie będę pisał o Sosnowcu bo zbaczam z tematu.

    Rozumiem Twój zachwyt Krakowem i turystami, ale i tak chciałbym by Lublin czerpał z innych wzorców. Z resztą moja ciotka od urodzenia mieszkanka ścisłego centrum obecnie coraz częściej “ucieka” poza strefę turyustyczną, czyli raczej Salwator niż Wawel oraz raczej ogród Jordana niż Planty. Tam jest inny Kraków, który mi bardziej odpowiada: refleksyjny, wyciszony. Kawiarnie w których w spokoju można poczytać książkę/ prasę przy kawce i fajeczce.

    Niestety zamiast tego, Kraków oferuje mi wrzeszczących robotników, latających nago po Krakowie, którzy przylecieli się zabawić i napić taniego piwa. ;-(. Pamiętaj że jeśli Lublin stanie się drugim Krakowem, tow pierwszej kolejności zamiast Azjatów pojawi się właśnie taki rodzaj turysty.
    który może zostawi dużo gotówki, ale powodem do dumy na pewno nie będzie.
    Wiem że stoję na przegranej pozycji i moja Kulturalna Stolica Polski – cićby ta sprzed 10 – 12 lat już nie wróci. ale wyrazić swoje zdanie zawsze warto.

  5. Rafał Gdak mówi:

    Łukaszu,

    Nie mam – nawet pobożnego – życzenia, by Lublin stał się drugim Krakowem. Moje miasto broni się historią, kulturą, mentalnością ludzi i nie musi aspirować do bycia Krakowem bis. Oczywiście nie zmienia to faktu, że Kraków dysponuje większą liczbą atutów, które nie tylko płyną z faktu, że był stolicą Rzeczpospoliteji i wielkowiekową siedzibą królów Polski. Jednakowoż, to na co zwróćiłeś uwagę: ów styk kultur i nacji jakim był Lublin plasuje to miasto moim zdaniem w czołówce najistotniejszych dla naszego kraju miejsc. Weźmy chociażby przykład mało w kraju znany: z Lublinem był związany i w Lublinie spoczywa (nota bene na zaniedbanym kirkucie) wielki cadyk Jakub Izaak Horovitz, bardziej znany jako Widżący z Lublina. W Lublinie zawarta była (niechronologicznie wymieniając) Unia Rzeczpospolitej z Litwą, która jest w pewnym sensie prototypem integracji europejskiej. Lublin wydał wielkich artystów takich jak choćby Józef Czechowicz. Wymieniać można długo! Pamiętajmy jednak, że samo dziedzictwo kulturowe to jeden z aspektów budowania wizerunku miasta. Na nim jednak nie powinno się zakończyć. Być może w to o czym piszesz w odniesieniu do Krakowa jest rzeczywiście odcinaniem kuponów od tego co historia i kultura przyniosły. Coś jednak powoduje – i temu nie zaprzeczysz – że Kraków gości w skali rocznej niewspółmiernie większe ilości gości, którzy chcą zobaczyć to miasto niż Lublin. Czy powodem jest tylko skala: duże miasto – średnie miasto? Obawiam się, że nie! Hotele, lokale, drogi, lotnisko-to te aspekty, które wpływają na prozę życia. Z każdego miejsca w Polsce o wiele łatwiej dostać się do Krakowa niż do Lublina. I właśnie to są rzeczy – póki co – nie do przeskoczenia.

    Kierunki rozwoju, które obrał Lublin są słuszne, ale ciągle i jeszcze długo będą miały tylko charakter lolalny z wyżej wymienionych powodów. Nasi animatorzy kultury mają dużo świetnych pomysłów, ale to nie zbudują nimi tego, co jest warunkiem koniecznym by poza jedną, czy drugą imprezą gość/turysta był zadowolony.

    Łukaszu. Przebywając w ostatnim miesiącu dwukrotnie w Krakowie (nie pamiętam, czy Ci wspominałem o tym) krakowski rynek był dla mnie jedynie tranzytem do takich miejsc jak choćby Podgórze. No może poza wizytą w kawiarni Prowincja na Brackiej, w której piłem pyszną kawę, dokładnie w tej samej cenie, w jakiej kosztowałaby w Lublinie (a doskonale wiesz, że Bracka to ścisłe centrum).

    Na koniec odniosę się jeszcze do Krakowa, jako Pragi bis, czy Paryża bis. Nigdy tak Bracie nie będzie: wyjątkowość każdego z tych miast sprawia, że nie można ich nie odróżniać, choćby na trzech różnych scenach w każdym z tych miast śpiewała Celina, czy inna gwiazda pop. Spójrz na Mysłowice i Off Festival: genialna impreza w śląskim mieście – można patrzeć z zazdrością. Tyle tylko, że potrzeba Arturów Rojków, którzy będą mieli zapał i siłę przebicia by takie wydarzenie zorganizować. I nie zależy to od miasta (wszak ostoją undergroundu był dawno temu zapyziały Jarocin), ale od ludzi, którzy chcą coś zrobić.

    Pozdrowienia
    R.

  6. sporyszek mówi:

    Witaj R. ;)

    Chyba nasza wymiana zdań zmierza ku końcowi bo chyba zaczynamy powielać nawzajem swoje argumenty, czyli mówiąc krócej – zgadzamy się, a tylko szczegóły nas różnią.
    Na pewno zgadzamy się że duża jest rola animatorów kultury – świetny przykład Rojka. w Myslovitzach. Ja dam inny z “Twojej ziemi” Michał Olszówka (www.kiton.art.pl) , który rozławił nie tylko Janowiec, ale także całą ziemię lubelską takimi wydarzeniami jak “Inne Brzmienia”, czyu “Dwa Brzegi”. Za Olszówką idzie cały peleton świetnych artystów – nie z Twojej bajki, ale nie piszemy tutaj o gustach – Wojciech Waglewski, Pospieszalski itp. którzy nie boją się flirtu z innymi kręgami kulturowymi (vide druga płyta z “Trójdźwięków”). To jest dla mnie wielki pozxytyw, że poszczególne wydarzenia nie są kopią OFF Festiwalu, Przystanku Woodstock, ale penetrują inne rejony kultury nie powielając się nawzajem.
    Nuie przecze ze polozenie rowniez jest istotne. W koncu Krakow ma w poblizu dwa lotniska (Balice i Przrzowice), a poza tym swietne zapleecze w postaci Aglomeracji Śląskiej (nawet nie wiesz ilu moich znajomych robi sobie “wypady” na weekend nach Cracow).
    Sam zauważasz że rzadko bywasz na Rynku mijając go niejako “po drodze”. O to właśnie chodziło mi w poprzednich wypowiedziach. Ja byłem tam wczoraj i znowu miałem poczucie wyalienowania.Zupełnie inaczej poczułem się natomiast na nieodległej ul. Starowiślnej, gdzie typ tłumu był zupełnie inny niż w Rynku czy ulicacgh do niego dochodzących. Jak będziesz trzeci raz w Kraku, to przejdź sobie spacerkiem z Rynku Starowiślną do Kazimerza. Na pewno poczujesz różnicę w poszczególnych częściach miasta.

    To na razie tyle. Dziękuję za ciekawą polemikę.

    Bye Ł.

  7. Rafał Gdak mówi:

    Właśnie w rejony, o których piszesz chadzałem ostatnio. Tyle, że owe omijanie Rynku ma inny powód. Ty mieszkasz w Krakowie, ja w nim mieszkałem i można rzec, że najwyraźniej nam się “przejdł”. Do tego dochodzi fakt, że dzielnice typu Salwator, Podgórze mają swój niepowtarzalny klimat i warto zboczyć z głównych traktów turystycznych, by poodychać kliamtem, który mi kojarzy się ze starymi fotografiami z lat 20-stych ubiegłego stulecia. Mało tego, jakoś ciągnie mnie w rejony mniej dopieszczone przez liczne remonty. Będąc na Kazimierzu z Żoną i przyjacielem stwierdziliśmy, że dzielnica ta przez te liczne renowacje traci niepowtarzalny urok i zakorzenienie we własnej historii. Coraz więcej pięknych kolorów fasad budynku sprawia, że stają się one bezduszne i bez klimatu. Mnie np. pociągają bramy starych kamienic, które kryją piękne sklepienia, interesujące klatki schodowe: coraz mniej tego.

    Masz rację, tak naprawdę zgadzamy się w diagnozie mamy jednak votum separatum w wizji, co powinno być siłą napędową naszych miast. Ja uważam, że nie można raczyć wszystkich undergroundem i sztuką niszową. Masz rację jednak, że każdy powinien mieć wybór. Sam nie preferuję ani wielkich tłumów, ani imprez z topowymi “artystami” na scenie. Jednak należy pamiętać, że tak naprawdę gros turystów (proporcjonalnie do całości społeczeństwa) preferuje sztukę łatwą, lekką i przyjemną. Zanudziliby się na śmierć na Lutosphere, czy samym Możdżerze.

    Cóż, ja również dziękuję za ciekawą polemikę i zachęcam do dalszej w innych wpisach.

    R.

Dodaj komentarz