Archiwum z październik, 2008

jak trwoga to do Boga

29/10/2008

Niemiecki psychiatra i filozof Karl Jaspers ukuł pojęcie sytuacji granicznych. Są to najogólniej rzecz ujmując sytuacje, w których człowiek doświadcza bólu, nie podlegającego na pierwszy rzut racjonalizacji. Jaspers wymienia: śmierć, cierpienie, walkę i winę, jako te doświadczenia, które pomimo tragizmu, jaki niosą potrafią wznieść człowieka jeszcze wyżej. Istota ludzka, która dotknęła sytuacji granicznej ma szansę wyabstrahowania się ponad własne emocje i przez swoją zdolność do autorefleksji wyciągania wniosków, które pozwolą jej być lepszą, głębiej doświadczać swojej egzystencji. Wyciągnąć wreszcie dobro z tego, co na pozór dramatyczne, bolesne, niezgłębione.
Zastanawiające jest to, jak blisko z takiego spojrzenia do antropologii chrześcijańskiej. Zmienia się tylko (aż!) centrum rozważań. Człowiek, który doświadcza cierpienia i zmierzy się z nim zaczyna dostrzegać w zbiorze wydarzeń, które miały miejsce mocną obecność Boga. I choć naturalną tendencją rodzaju ludzkiego – niejako wpisaną w jego naturę, jest szukanie odniesienia poza materialnym układem, pewnych faktów nie da się zinterpretować inaczej, jak przez pryzmat obecności Najwyższego. Takich pozornych zbiegów okoliczności mogę wymienić w swoim życiu mnóstwo. Zdarzenia,  w których Niewytłumaczalne stawało się faktem, a beznadziejne płonęło nadzieją także teraz napawają mnie poczuciem, że “jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam”. Sam jestem tak skonstruowany, że rozum często przysłania emocje. Wszystko chciałbym przekuć na myśl. Są jednak rzeczy, w których rozum zawodzi i wtedy droga, którą idę z zamglonej ścieżyny zamienia się w przejrzysty szlak, w którym cel jest, aż nadto widoczny. Do takiego postrzegania prowadzą mnie właśnie sytuacje graniczne. Smutne tylko jest to, że gdy wyjdę już na prostą, rozum ponownie zaczyna dominować i podważać fakty, jakie miały miejsce. Taka natura człowieka, że jak trwoga do Boga…

Jakże często pochłonięci jesteśmy półśrodkami, które stanowią protezę tego, co tak naprawdę najważniejsze. Popadnę w truizm, ale taką postawę można nazwać przewagą mieć nad być. Gdy przychodzi chwila próby, strach, który jest wypadkową braku akceptacji, tego czego nie zaplanowaliśmy i niepewności, co będzie dalej, to czym żyjemy zostaje przewartościowane. Często popadamy w depresję, frustrację i złość. Stawiamy pytanie: dlaczego ja? Sytuacje graniczne jednak pozwalają wzlecieć ponad JA i MOJE. Mogą spowodować, że absolutny wymiar tego, co nas dotyka zostaje poszerzony o najważniejszy z kontekstów. Nie oznacza to, że problemy znikną, ból ustanie, jak ręką odjął. Zaczynają one jednak nabierać sensów, które po ludzku wieją głupotą i zabobonem. I odsłania się prawdziwy sens życia i świata. Widać, że jest Ktoś, kto pomaga nieść cały ten ciężar. Oby to spojrzenie było naszym udziałem…

Tragikomedia fotograficzna z happyend’em

03/10/2008

Dzień zbliżał się ku końcowi. Za mną: nadbużańskie zarośla, Tomaszów Lubelski, Zwierzyniec. Trochę zdjęć, dużo błękitu nieba. A na nim… Czarna plama!!! Na matrycy aparatu jakiś,  z przeproszeniem syf. Nie będzie pyłek pluł nam w twarz. Nie damy pogrześć zdjęć. Zdjąłem obiektyw i podniosłem lustro w aparacie: niezmącona zieleń matrycy. Syfu nie widać. Może zabrudziło się szkło – myślę sobie. Niestety, czarna plama w tym samym miejscu niezależnie od obiektywu. Narzędzi brak. Są jednak patyczki do uszu. Najgłupsza rzecz, jaką wymyśliłem w ostatniej 5-latce. Niezmącona zieleń zmąciła się paprochami z wacika. Myślę sobie – no to jazda, porysowałem matrycę. Dnia następnego zaopatrzyłem się w sprzęt czyszczący. Efekt: smuuuuuuugi na całym przetworniku. To koniec – jęknąłem. Mail z pytaniem do serwisu: ile za wymianę filtra na matrycy. Odpowiedź: 1000 zł. Matko, ojcze, córko… Apokalipsa… Popytałem, znalazłem jedyny w Lublinie punkt, w którym można wyczyścić bebechy aparatu. Komentarz pana technika, bo zajrzeniu do środka: “w życiu czegoś takiego nie widziałem, proszę przyjść za 2 dni”. Godziny dłużyły się niczym doby, minuty, jak godziny… Sądny dzień! “Wyczyściłem proszę pana… 30 zł” Ufffff!!! Morał z tej historii: mam dla was ważne przesłanie, nie czyśćcie sami matrycy dranie ;)