Mózg i sztućce

By gdak

...

W ostatnich dniach zdarzyło mi się zrobić zdjęcie, które zamieściłem obok. Bardzo ciekawa była reakcja tych, którzy je oglądali. Jedni byli zniesmaczeni, innym się podobało. Najliczniejsza grupa odbiorców nie wyraziła swojej opinii wcale. Ten ostatni fenomen zastanowił mnie najbardziej. Można sobie pomyśleć: bardzo uderzyłem w ich poczucie estetyki, ale nie chcieli urazić autora. Naprawdę nieliczni doszukali się w zdjęciu jakiejś koncepcji, a może nawet metafory. Nikt nie zakwestionował kompozycji , czy też sposobu wykonania fotografii. Miałem przedziwne wrażenie, że prostym kadrem z gumowym mózgiem w roli głównej złamałem jakieś tabu. Szczerze pisząc jestem tym faktem zaskoczony. Tym bardziej, że zdjęcie nie jest ani bardziej szokujące niż obrazki z wiadomości telewizyjnych, ani staszne niczym horror.

Znowu ocieramy się o problem dosłowności. Gdybym sfotografował np. zwłoki mielibyśmy do czynienia ze skrajnymi emocjami, które najprawdopodobniej zostałyby wyartykułowane przez dużą liczbę odbiorców. Ba, jeżeli zdjęcie spełniałoby odpowiednie kryteria, mógłbym wysłać je na konkurs fotografii prasowej.  A tak mamy umowne przedstawienie pewnego skrawka rzeczywistości, które w większości przypadków nie trafiło na żaden grunt interpretacyjny. Moje intencje nie zostały odczytane w ogóle, nie licząc wyjątków.  Wnioski, jakie się rodzą są dwojakie: albo metafora jest nieczytelna, albo przeraża forma. Gdybym umieścił tu i ówdzie, jakiś piękny widoczek wywołałbym reakcję zachwytu, która ograniczona zostałaby do stwierdzeń typu: “piękne”, “powalające”, “cudowne”. Możemy to obserwować codziennie w portalu Nasza Klasa. Nieskończone – najczęściej fałszywe – wzdychanie nad tą i tamtą, nie wnoszące nic do zaprezentowanej treści.

Sam się dziwię, że się dziwię… Nie dociera do mnie fakt, że wszystko, co nas otacza można odbierać tylko na poziomie wspomnianej już dosłowności. Pewnie dlatego, źle się sprzedaje poezja a galerie świecą pustkami…

Na koniec, chcę jeszcze napisać, iż nie twierdzę, że zaprezentowana wyżej fotografia, to jakieś wielkopomne dzieło. Raczej eksperyment, którym chciałem unaocznić zjawisko. Celowo umieściłem ją w kilku miejscach, bo bardzo byłem ciekawy rekacji odbiorców. Spełniła dobrze swoją rolę.

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 2 do “Mózg i sztućce”

  1. Grakaj mówi:

    “Znowu ocieramy się o problem dosłowności. Gdybym sfotografował np. zwłoki mielibyśmy do czynienia ze skrajnymi emocjami, które najprawdopodobniej zostałyby wyartykułowane przez dużą liczbę odbiorców.”
    Ogromną część społeczeństwa “kręci” widok cierpienia, wyprutych wnętrzności i krwi. Jako społeczeństwo lubimy marginalne sytuacje. Wystarczy np. sprawdzić jaką popularnością cieszy się seria filmów “Piła”.
    Podejrzewam, że w “mózgu” z serii Twoich zdjęć chodziło raczej o koncepcję, o zastanowienie się niż o wywołanie szoku u oglądających, ale jakoś nie potrafię pozbyć się skojarzeń z “Hannibalem” z 2001 r., w którym w komicznej (dla mnie) scenie Dr. Lecter otwiera czaszkę żywego człowieka i zjada po kawałku jego mózg.”

  2. agucha mówi:

    No mówiłam: więcej krwiiiiiiii sasasasasa;)

Dodaj komentarz