W poprzednim wpisie zachęcałem do odwiedzania blogów, do których linki zamieściłem w swoim Nieregularniku. Muszę przyznać, że w ostatnim czasie zainteresowałem się sztuką blogowania. Niesamowite, jak rozwinęła się ta część sieciowych serwisów. Przy okazji zrozumiałem, jak przydatnym narzędziem w autopromocji może być blog.
Oprócz wymienionych przedwczoraj serwisów dwóch fotoedytorek z “Gazety Wyborczej” czytam namiętnie blog Janusza Palikota dostępny na stronie www.palikot.blog.onet.pl. Jest o tyle ciekawy, że pokazuje niejako drugą twarz tego kontrowersyjnego polityka. Choć zdaję sobie sprawę, że czytelnikom o odmiennych poglądach politycznych samo słowo Palikot kojarzy się pejoratywnie, zapraszam do przeczytania choćby wpisu z 15 stycznia, o wszystko mówiącym tytule “Księga obelg” (link: tu). Treść powyższego wpisu powinna popsuć humor wszystkim tym, którzy dopatrują się wysokiego poziomu debaty publicznej u polityków Prawa i Sprawiedliwości. To, co napisał Palikot nie jest może odkrywcze, ale demaskuje – jakby na to nie patrzeć – faryzeizm PiS-owskich działaczy. Nie pierwszy raz i nie ostatni, jak sądzę. Można się zastanawiać nad tym czy język, którego używa ten polityk mieści się w kanonie debaty publicznej, czy jakiejkolwiek innej debaty. Z drugiej strony jego political incorrectness pokazuje, że pewne rzeczy można mówić wprost nie stosując zawoalowanych i zakonspirowanych między wierszami form. Palikot w pewnym sensie kojarzy mi się z Kazikiem Staszewskim, który w swoich tekstach bezkompromisowo obnażał półprawdy, absurdy i hipokryzję.
Cóż, można dalej pytać czy wypada, czy się godzi stosować tak nieelegancką retorykę, jak Janusz Palikot itp. Z drugiej strony można postawić pytanie: co jest lepsze: kłamstwo i absurd podane w białych rękawiczkach, czy prawda w wydaniu z wypowiedzi posła? Albo konkretnie: jak zareagować na manipulację i kłamstwo byłej minister Gęsickiej? Potakiwaniem – czyli potwierdzeniem, że kłamstwo jest prawdą, czy też ciętą ripostą?
Rozważanie granic wolności wypowiedzi jest, jak najbardziej na miejscu. Problem jest jednak bardzo skomplikowany, bo i granica jest dość płynna. Tłumienie jej można interpretować, jako rodzaj knebla, który w imię demokracji zakłada się wolnemu słowu. Pozwalanie na wszystko jest z kolei przejawem głupoty. Niestety nie ma prostych odpowiedzi.
Odbiegłem trochę od tematu głównego, którym miało być blogowanie jako takie. Wydaje mi się jednak, że przykład blogu niepokornego posła z Lublina dobrze pokazuje, czym jest taki internetowy pamiętnik. Każdy może wyrazić swoje poglądy, przekazać światu istotne dla niego rzeczy. Dobry to pomysł, choć w zasadzie jest niczym więcej, jak nowoczesną formą tego, co kiedyś zawierało się sztambuchach, pamiętnikach, dziennikach. Podstawowa różnica to zasięg: zeszyt mógł przeleżeć w szufladzie, a blog gdy kliknie się “publikuj” jest dostępny na krańcach świata.
Tagi: blog, Kazik Staszewski, Palikot, PiS
19/01/2009 o 3:15 am
Ech, ta “Wasza” polityka. Z tego co mi wiadomo języka “niekoniecznie wyszukanego” używają elementy z wszystkich partii. Z tego co pamiętam wpis u pana Palikota był odpowiedzią na zarzuty w swoją stronę od jednej z posłanek PiS. Nie było to zbyt mądre, bo nikt nie powiedział (chyba?), że ta posłanka ma być odpowiedzialna za słowa ludzi ze swojej partii. Gdyby tak miało być to należałoby pytać nie pana Palikota a jego kolegów z partii dlaczego pan Janusz zachowuje się publicznie tak a nie inaczej. Nie znam się na polityce, ale dla mnie to irracjonalne. Cóż… polityka