Fotograf wojenny

By gdak

James NachtweyDługo nie mogłem otrząsnąć się po obejrzeniu fimu dokumentalnego “War Photographer”. Traktuje on o Jamesie Nachtwey’u – amerykańskim fotografie wojennym, który dokumentował między innymi konflikty zbrojne na Bliskim Wschodzie, Czeczenii czy Ameryce Południowej. Film ukazuje z jednej strony dylemat moralny, z drugiej potrzebę Nachtwey’a by być świadkiem i wyrazicielem tych, którzy w tragicznej sytuacji nie mogą mówić we własnym imieniu. Dylemat natury moralnej polega na zarabianiu pieniędzy za fotografowanie okrucieństw wojny, głodu i cierpienia. Zdjęcia Nachtwey’a w doskonały sposób oddają emocje, które dokumentują. Sam fotograf pytany, jak radzi sobie z nimi mówi, że stara się kanalizować je właśnie w kadrze, który wykonuje.

Kilka tygodni temu w notce “…o epatowaniu cierpieniem” dziwiłem się faktem, że media chętnie sięgają po zdjęcia i relacje filmowe, przedstawiające okrucieństwo. James Nachtwey pyta w “War Photographer”: kto jeśli nie dziennikarze mają pokazać światu bezmiar ludzkich tragedii? Zresztą on sam jest doskonałym przykładem tego, jakie mogą być skutki ich nagłośnienia. To dzięki jego fotografiom świat zainteresował się głodem w Somalii, czy rumuńskimi sierotami.

James Nachtwey - ocalały z obozu śmierci w Rwandzie

Pokora Nachtwey’a i staranie, by efekty jego pracy, były głosem cierpiącej części ludzkości kazały mi zrewidować wcześniejsze poglądy na rolę mediów w przedstawianiu tragedii. Każdy z nas zna z książek do historii zdjęcie przedstawiające ledwo żywych więźniów KL Auschwitz-Birkenau opierających się o druty kolczaste. Jest to wstrząsający obraz ludzkiego okrucieństwa i zarazem przestroga przed nim. Podobnie rzecz widzi Nachtwey, który na swojej stronie internetowej (tutaj) w następujący sposób definiuje sens tego, co robi: “Byłem świadkiem, a te zdjęcia są moim świadectwem. Wydarzenia, które pokazałem nie powinny być zapomniane i nie mogą się powtórzyć”.

Oczywiście rzeczywistość nie jest tak różowa, że wszyscy dziennikarze wojenni reprezentują poziom Nachtwey’a. Jego kolega, operator kamery, dobitnie stwierdza, że ten biznes to szambo. Podaje przy tym przykład reporterów, których zna, a którzy cieszą się gdy są świadkami tragedii – jest to bowiem dla nich okazja do zrobienia wyjątkowego zdjęcia, czy nakręcenia niesamowitego ujęcia. Nachtwey ma inne podejście, które wyraża się w słowach, że zaprzedałby duszę, gdyby zamiast dostrzegania cierpienia jednostek zaczął widzieć w ich tragedii drogę dla swojej kariery.

Dla zainteresowanych zamieszczam link do mocno okrojonej wersji polskiej filmu, dostępnej legalnie na stronie TVP – link

Tagi: ,

Dodaj komentarz